Na zakręcie kariery sportowej, czyli historia Allena Iversona
dodano: Piątek, 28 Sierpień 2009 (08:23)
Allen Ezail Iverson -”The Answer” wciąż grająca legenda NBA, w swojej karierze ośmieszał na boisku największe legendy koszykówki. Niesforny duchem i ciałem, obraził już każdego, włącznie z samym Michaelem Jordanem. Był swoistą odpowiedzią na zapotrzebowanie marketingowe najlepszej ligi świata. Wzrost 183 cm, waga 75 kg, wartość sportowa nie do zmierzenia!
Był rok 1996, w Polsce czas wielkiego boomu na koszykówkę, szczególnie tą zza Oceanu. Chodziłem wtedy jeszcze do podstawówki. Codziennie po szkole zbieraliśmy się z kolegami na boisku i graliśmy w to co lubiliśmy najbardziej, jak my to mówiliśmy w “basketball”, tak po amerykańsku . Wszyscy byliśmy w tym czasie zafascynowani zawodnikami z NBA, ich grą, zachowaniem na boisku i poza nim, ogólnie wszystkim co wiązało się z naszymi idolami. Każdy z nas miał swojego ulubionego zawodnika, z którym się identyfikował. Wiadomo jak to małe dzieci, chcą być jak ich idole, grać tak samo, spełniać podobną rolę w zespole, wyobrażać sobie, że właśnie zdobywa się zwycięskie punkty w ostatniej sekundzie meczu. Kto z nas nie miał w dzieciństwie takich marzeń? U nas w drużynie był już Jordan, Ewing, Bird, Johnson, Stockton, Pippen, Rodman, tylko ja nie miałem jeszcze wybranej gwiazdy. W tym roku jednak miało to się zmienić.
Człowiek ulicy trafia do NBA
W roku 1996 zespół Philadelphi 76ers, wybiera w drafcie jako pierwszy. Decyzja mogła być tylko jedna, wybór padł na gwiazdę Ligi Uniwersyteckiej, z uczelni Georgtown – Allena Iversona. Tak zaczyna się jego kariera w NBA, by jednak mogło dojść do tego momentu, Allen przebył długą drogę.
Allen Ezail Iverson (tak brzmi jego pełne imię i nazwisko), urodził się 7 czerwca 1975 roku w Hampton, w stanie Wirginia. W domu zawsze panowała bieda,wywodził się ze slumsów. Wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszkał w jednym pokoju, gdzie jak sam mówi cuchnęło, aż się wytrzymać nie dało. To w tej miejscowości na osiedlowym boisku uczył się koszykówki, była to dla niego droga ucieczki z nędzy i biedy. To dzięki umiejętnościom koszykarskim trafił na uczelnię Georgtown, gdzie niemal natychmiast stał się gwiazdą drużyny Uniwersyteckiej. Była to jedna z najbardziej prestiżowych uczelni, wychowujących przyszłe gwiazdy ligi NBA. Iverson dosłownie, szalał na boisku, rzucał, biegał, zbierał. Od zawsze był w centrum zainteresowania, już na uczelni wszystko musiało się kręcić i skupiać wokół jego osoby. To wtedy zaczęły dochodzić głosy, iż Allen robi wokół siebie widowisko nie tylko podczas gry w kosza, ale także w życiu prywatnym. Po sukcesach z zespołem Akademickim, Iverson zapragnął gry w NBA, do której jak pisałem wyżej dostał się z pierwszym numerem draftu.
Lider Drużyny
Z marszu stał się największą gwiazdą drużyny z Philadelphi. Pod wodzą trenera Larry’ego Browna, nabrał ogłady i potrzebnej w grze myśli taktycznej. To ten trener, jak sam Allen twierdzi, był dla niego najważniejszą osobą w karierze, był dla niego niczym ojciec. To z nim święcił największe sukcesy, włącznie z nagrodą MVP – dla najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego, którą otrzymał w roku 2001. W tym samym roku, był najbliżej spełnienia swojego największego marzenia, czyli Mistrzostwa NBA. W wielkim finale drużyna popularnych “Szóstek”, zmierzyła się z LA Lakers. Pierwszy mecz, był według mnie najlepszych występem Allena na parkietach NBA. W meczu o tak wielką stawkę zdobył 55 punktów i Sixers nie dało szans obrońcom tytułu z Los Angeles. Iverson nie miał wsparcia w drużynie i w następnych czterech meczach na parkiecie rządzili już tylko Bryant i Shaq, którzy zapewnili tytuł Lakersom z wynikiem 4:1 w całej serii.
Ciągłe problemy
Mimo wielu sukcesów sportowych, Iverson stwarzał problemy wychowawcze. W kuluarach ligi, mówiło się, iż obraca się w kręgach mafii i oddaje im część swoich zarobków. Na mecze zapraszał swoich kumpli ze slumsów, a potem razem z nimi znikał w nocnych klubach. Po pewnym czasie zaczął zbyt przesadnie gwiazdorzyć także w drużynie. Domagał się wsparcia ze strony kolegów, jednak sam z nimi nie potrafił współpracować, dlatego Philadelphia zaczęła staczać się po równi pochyłej. Gdy w 2006 roku jego zespół nie awansował do play-off, właściciel klubu postanowił oddać go do drużyny Denver Nuggets. Tam przez dwa lata swojej gry, stworzył razem z Carmelo Anthonym, najlepiej punktujący duet w NBA. Na nic się to nie zdało, gdyż mimo wielu punktów, które zdobywali, ich drużyna traciła jeszcze więcej i przegrywała. Po prostu nie miał kto bronić w tym zespole. Sfrustrowany Allen po raz kolejny skłócił się z ekipą i już było jasne, że długo tam miejsca nie zagrzeje.
Pomysł Detroit
Rok temu w listopadzie na transfer tego zawodnika zdecydowało się Detroit Pistons. W zamian do Denver powędrowali, Chauncey Billups i Antonio McDyess. Przyczyny tego posunięcia mają kilka głównych wątków. Prezydent klubu Joe Dumars, ciągle szuka sposobu, by tytuł wrócił do Detroit, stąd pomysł z wielką gwiazdą, Iversonem. Z drugiej strony ryzyko nie jest duże, gdyż Iversonowi kończy się kontrakt po sezonie i w kasie “Pistons” pozostanie duża kwota do wydania. A pamiętajmy, że kluby dbają, by nie przekroczyć Salary Cap, gdyż to grozi wysokimi podatkami.
Jak się okazało w tym sezonie, Detroit to nie miejsce dla Allena. Zespół z nim w składzie, odpadł już w pierwszej rundzie play-off. W sumie przy małym udziale samego zainteresowanego, gdyż od długo był na liście graczy kontuzjowanych. Wszyscy jednak dobrze wiedzą, że powodem jego absencji są czynniki poza sportowe. Po prostu ten gracz jest trudny we współżyciu z drużyną, gdy gra nie jest ustawiana pod niego.
Jaki dalszy los?
W NBA mało jest chyba drużyn, które zaryzykują wielkie pieniądze na człowieka, który może rozwalić od środka każdy zespół. W grę także wchodzi wyjazd do Europy, gdzie Allen na pewno byłby wielką gwiazdą.
Jak donosi NBA.com Iverson otrzymał ofertę gry w Memphis. Transfer z udziałem Allena Iversona będzie zakończeniem tegorocznego okienka transferowego, które przyniosło wiele ciekawych i interesujących roszad. Póki co jednak wciąż nie wiemy gdzie trafi czterokrotnych król strzelców ligi NBA. Ostatnio najgłośniej mówiło się o Charlotte Bobcats, tymczasem teraz na czoło pościgu wysunęli się Memphis Grizzlies.
Co by jednak nie stało się z dalszą jego karierą, wszyscy zapamiętają go jako niesfornego, wielkiego zawodnika, niestety bez pierścienia mistrzowskiego. To jest jedyna nagroda, jakiej nie udało mu się zdobyć, a lista wyróżnień jest naprawdę duża. Odsyłam w tej sprawie do Wikipedii.
Dla mnie osobiście Allen Iverson, pseudonim “Answer” stał się odpowiedzią na pytanie: “A Ty kim jesteś podczas gry?”
Komentarze
damian_suchan @ Wtorek, 01 Wrzesień 2009 (08:14)