Sportowe Grunwaldy: Kazimierz Deyna : Blogi - Radio TokSport
Operacja wykonana poprawnie.

Damian Suchan : Blog

 

  • Sportowe Grunwaldy: Kazimierz Deyna

    dodano: Wtorek, 01 Wrzesień 2009 (08:13)
    20 rocznica śmierci Kazimierza Deyny!
    Kazimierz Deyna (ur. 23 października 1947 w Starogardzie Gdańskim – zm. 1 września 1989 w San Diego w USA), znany polski piłkarz, chorąży WP, wielokrotny reprezentant Polski

    Genialny, cudowny, jedyny, niepowtarzalny, magiczny, wspaniały, najlepszy...


    Tak Kazimierz Deyna oceniany jest przez wielu znawców futbolu w Polsce. Nie ma chyba człowieka, który nie doceniłby kunsztu "Kaki". Deyna osiągnął w swej piłkarskiej karierze tyle, że jeszcze długo (o ile w ogóle się to stanie) nikt mu nie dorówna. Jest pomnikiem tego co najlepsze w polskiej piłce, jest najznakomitszym przykładem futbolowego geniuszu.

    Dla kibiców Legii Warszawa - Kaziu Deyna jest jednak kimś więcej. To w dużej mierze dzięki Deynie sława Legii wykroczyła daleko poza granice Polski. To dzięki Niemu nazwę naszego klubu odmieniano w różnych językach i przy okazji najważniejszych wydarzeń. To On poprowadził Legię do dwóch tytułów Mistrza Polski, z Kaziem w roli kapitana reprezentacja Polski osiągnęła najlepsze wyniki w historii, a Legia z powodzeniem walczyła na międzynarodowej arenie.

    Kariera klubowa

    Debiutował w 1965 roku, w drugim zespole ŁKS-u, który wygrał z Włókniarzem Białystok 7:2. Deyna strzelił wówczas pięć bramek. Prawie rok po swoim pierwszym występie zadebiutował w seniorskiej drużynie ŁKS-u - drużyna z Łodzi grała u siebie z Górnik Zabrze i zremisowała 0:0. Mając jeden rozegrany mecz w pierwszej lidze, Kazimierz Deyna przeniósł się do stołecznej Legii. Jego transfer wiązał się z całkowitym przypadkiem, ponieważ warszawscy działacze mieli otrzymać kogoś z trójki graczy - Kazimierza Deynę, Zdzisława Kostrzewińskiego lub Edwarda Studniorza. Wybór padł na tego pierwszego, ponieważ w Łodzi sądzono, że się już nie przyda. 20 listopada 1966 roku zobaczono go po raz pierwszy w barwach Legii na Łazienkowskiej, w meczu ligowym z Ruchem Chorzów. To właśnie w Warszawie młody Deyna rozwinął swoje piłkarskie umiejętności. Przez dwanaście lat był podporą drugiej linii Legii.

    7 listopada 1978 roku wyjechał z Polski, a 9 listopada podpisał kontrakt z Manchesterem City. Zespół z Manchesteru zapłacił sto tysięcy funtów, zobowiązał się do rozegrania z Legią dwóch meczów - w Warszawie i Anglii oraz do przekazania stronie polskiej jednego kompletu sprzętu Adidasa. 25 listopada po raz pierwszy włożył błękitną koszulkę Manchesteru City, w meczu z Ipswich Town. Wiosną 1979 roku Deyna walnie przyczynił się do uratowania drużyny przed spadkiem, strzelając w ośmiu ostatnich meczach sezonu siedem goli. Nie upłynęło jednak wiele czasu, jak z pierwszego zespołu przeniósł się na ławkę rezerwowych. W Anglii mieszkał od listopada 1978 do stycznia 1981. W tym okresie drużyna Manchesteru City rozegrała 97 meczów ligowych. Deyna wystąpił tylko w 38, strzelił 12 goli. Chociaż Deyna występował krótko w Manchesterze City był niewątpliwie najlepszym i najbardziej uzdolnionym piłkarzem na tle całej drużyny niebieskich w latach 1978-81.

    23 lutego 1981 roku Deyna podpisał kontrakt z zawodową drużyną piłkarską San Diego Sockers - kwota transferu zamknęła się w 35 tysiącach dolarów. Ostatni prawdziwie zawodowy mecz o punkty rozegrał 31 maja 1987 roku w Western Division Finals, przeciwko drużynie Tacoma Stars. Było to jego oficjalne zakończenie kariery piłkarskiej.

    Mistrzostwo Olimpijskie:

    10 września 1972 roku Reprezentacja Polski pod wodzą Kazimierza Górskiego, zdobywa złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium, a Kazik zostaje królem strzelców turnieju z 9 golami. Igrzyska Olimpijskie w Monachium stanowiły w życiu Deyny pewnego rodzaju przełom. O ile do tej pory większą popularnością w Polsce cieszył się Lubański, a grono zwolenników Kazia systematycznie się zwiększało, o tyle rok 1972 chyba te proporcje zmienił. Dwa kolejne lata zdecydowały o tym, że pozycja Deyny, jako Pierwszego Polskiego Piłkarza Rzeczpospolitej dla nikogo - bez względu na sympatię - nie ulegała wątpliwości. Kraj był jednak nadal podzielony na tych, którzy byli za Lubańskim oraz na tych, którzy kochali Kazika. Na igrzyskach obaj zdobyli złote medale, ale więcej sympatii zyskał Deyna. Deynę chciał każdy klub w Polsce, ale kiedy Legia "nabrała praw własności", żaden nie był w stanie go kupić. Nie miał możliwości finansowych, ani innych szans. Wtedy też Kazimierz Deyna stał się wschodzącą gwiazdą polskiego futbolu, który podbijał Europę, został sklasyfikowany na 6 miejscu wg "France Football" na najlepszego gracza kontynentu.

    Wembley

    Na jesieni 1973 słabe mecze wojskowych znalazły się w cieniu występów reprezentacji, która po zwycięstwie nad Walią i remisem z Anglia na Wembley awansowała po raz pierwszy po wojnie do finałów Mistrzostw Świata. Trzej przedstawiciele Legii - Ćmikiewicz,Gadocha i Deyna należeli do najlepszych, a tercet - Górski, Strejlau i Gmoch - też w komplecie tworzyli...legioniści! W połowie 1973 roku przyszedł na świat syn Kazimierza - Norbert Kazimierz Sebastian.

    MŚ W Niemczech

    Latem 1974 roku Polska zajęła 3 miejsce na Mistrzostwach Świata, a Kazik został wybrany trzecim piłkarzem świata. Wg "France Football" został sklasyfikowany na 3 miejscu obok Cruyffa i Beckenbauera. W tym samym roku niemiecki "Kicker" przyznał Deynie "Brązową Piłkę" dla trzeciego piłkarza świata. Obok tych samych tak jak w RFN. Polacy zrobili furorę.

    Koniec Kariery:

    Ostatni prawdziwie zawodowy mecz o punkty rozegrał 31 maja 1987 roku w Western Division Finals, przeciwko drużynie Tacoma Stars i tę datę należy uznać za oficjalne zakończenie kariery. Miał wtedy już prawie czterdzieści lat. Wtedy też zdobył pożegnalną bramkę. Kazik, który wcześniej nie pił i nie palił w miarę upływu lat coraz częściej zaglądał do kieliszka. Zaczął jeszcze w Anglii, czego nie dało się ukryć, ponieważ policja zabierała mu prawo jazdy za prowadzenie samochodu i drobne wykroczenia drogowe właśnie pod wpływem alkoholu. Widocznie miał swoje powody. Zachwycano się jego umiejętnościami, demonstrowanymi mimo wieku, dziwiono się, że jeszcze w ogóle chce mu się grać. Mieszkał przecież w ładnej willi przy Helen James Avenue, w ogrodzie miał basen, w garażu Cadillaca. Do plaży nad Pacyfikiem pół godziny autostradą. Był w mieście bardzo popularny, choć soccer to nie football, baseball czy koszykówka. Z czasem o coraz większej liczbie sukcesów zaczynał mówić w czasie przeszłym. Grał nie tylko dlatego, że lubił. Grał, bo musiał, nie umiał robić nic innego i stanowiło to jedyne źródło utrzymania. Nic dziwnego, że po zakończeniu kariery prowadził zwykły amerykański business - wakacyjne obozy szkoleniowe dla chłopców od dziewięciu do szesnastu lat. Nazywało się to "KAZ DEYNA WORLD CUP SOCCER CAMPS". Przyłączył się też do innego interesu, założonego przez jego bliskiego kolegę z Sockersów, Niemca Gerta Wieczorkowskiego. Oni dwaj oraz inne gwiazdy zespołu - Julie Veee i Jean Willirch znaleźli się w podobnej sytuacji. Ich miejsca zajęli młodsi, należało coś robić żeby normalnie żyć.

    Śmierć

    Zginął w nocy, 1 września 1989 roku. Informacje o wypadku dzienniki podały obok swych winiet, a w programie informacyjnym lokalnej telewizji była to pierwsza wiadomość.

    Wracał z południa, od strony Meksyku, w kierunku domu, znajdującego się na północ w stosunku do centrum San Diego. Jechał białym, starym Dogem Coltem z 1974 roku, o numerze rejestracyjnym 953 MFCA. Zjeżdżał z Interstate Route 15 przy Miramar Road. Wracał do domu przy 9949 Maya Linda, gdzie kilka tygodni wcześniej się przeprowadził. Żona pozostawała w ich wspólnym do niedawna domu na Helen James Way, syn Norbert uczył się w San Francisco. Na sześciopasmowej autostradzie I-15, na północ od Miramar Road stał samochód ciężarowy Ford F-600, należący do Meksykanina Manuela Vasqueza, zamieszkałego w kalifornijskim San Ysidro. Samochód zepsuł się, więc kierowca zostawił go prawidłowo na prawym skrajnym pasie (awaryjnym), zapalił żółte pulsujące światła i poszedł szukać pomocy. Było już po północy. Ciepło, sucho. Drogę w tym miejscu, w pobliżu skrzyżowania, oświetlały latarnie. Niewielki ruch, żadnych nadzwyczajnych okoliczności. Maksymalna prędkość na tym odcinku drogi wynosiła 55 mil, czyli niecałe 100 kilometrów na godzinę. Kazik znacznie tę granicę przekroczył. Może zasnął, może migające miarowo żółte światła ostrzegawcze trucka wziął za jakieś inne. Jechał tak, jakby niczego przed swoim samochodem nie widział. Jedynie pustą, wolną drogę. Całą siłą jednotonowego Dodge'a uderzył w tył zaparkowanej ciężarówki. Policja nie stwierdziła śladów hamowania. Swoim autem wpadł na stojący samochód przednią prawą stroną. Miał zapięte pasy, ale to mu nie pomogło. Przednia część samochodu została zmiażdżona aż do fotela kierowcy. Kazik nie żył nawet minuty od momentu zderzenia. Była godzina 1.25 w nocy. Zginął na miejscu. Coroner Charles Kelly napisał w raporcie, że przyczyną śmierci były liczne obrażenia głowy, klatki piersiowej a w ślad za nimi także i wewnętrzne. Deputy Medical Examiner John W.Eisele sporządził później pięciostronicowy raport, w którym jako cause of death podaje - multiple injuries. Urazy były tak liczne i widoczne, że Kazik pochowany został z zabandażowaną głową. Zidentyfikowano go na podstawie prawa jazdy, które akurat wyjątkowo trzymał w kieszeni dżinsów, bo zwykle jeździł bez prawa jazdy, oraz okolicznościowego sygnetu. Otrzymał go od prezydenta San Diego Sockers po zdobyciu kolejnego halowego tytułu mistrza Stanów Zjednoczonych. W bagażniku wiózł 22 piłki, którymi tego dnia prowadził trening z małymi chłopcami. W chwili wypadku Kazik miał na sobie dżinsy, włożone na gołe ciało i żółto-czarną letnią koszulkę z krótkim rękawem. Wyraźnie kierował się w stronę zjazdu z autostrady w ulicę Carroll Canyon. Wypadek ze skutkiem śmiertelnym zarejestrowany został w biurze coronera w San Diego pod numerem 89-1902. Deyna określony w nim został jak mężczyzna rasy "caucasian" czyli białej, o brązowych włosach i niebieskich oczach. Wzrost: 5,10. Waga: 160. W stopach i funtach. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zdarzenia wydaje się zaśnięcie.

    Ciekawostki:

    Nazywali go "Kaka". Sam nie wiedział dlaczego. Jedna z wersji mówi, że to od rodzaju strzałów, z których Deyna zasłynął. "Kaka", czyli "kaczka" - strzał, po którym piłka uderza w ziemię przed bramką, myląc tym obrońców i, przede wszystkim, bramkarza. Piłka przez niego kopnięta zachowywała się jak kamień, rzucony płasko na wodę, który, nim ostatecznie się w niej zagłębi, uderzy kilkakrotnie o powierzchnię. Tę wersję należałoby jednak odrzucić, ponieważ "Kaka" mówiono na Kazika jeszcze nim zaczął regularnie, w niemal każdym meczu imponować swoimi strzałami. Władysław Stachurski, powiedział kiedyś, że określenie wzięło się od sposobu chodzenia Deyny. Był wysoki, miał metr osiemdziesiąt wzrostu, a chodząc, stawiał nogi do środka, co sprawiało, że "kołysał się jak kaczka". Jak się później okazało przydomek stał się, nieodłączną częścią nazwiska.

Komentarze

 
 

Obserwuj radio sportowe TokSport na:

Partnerzy Radia TokSport: