Pechowcy z Aten: Andrzej Rżany : Blogi - Radio TokSport
Operacja wykonana poprawnie.

Damian Suchan : Blog

 

  • Pechowcy z Aten: Andrzej Rżany

    dodano: Poniedziałek, 14 Wrzesień 2009 (23:19)
    Przestał walczyć bo myślał, że wygrywa a przegrywał. I przez to przegrał. To nie jest scena z jakiejś błahej komedii. Takie wydarzenie naprawdę miało miejsce. Działo się ono podczas Igrzysk Olimpijskich w 2004 r. w Atenach. Bohaterem całej sytuacji był bokser-artysta o wdzięcznym nazwisku Rżany.

    Przed igrzyskami media zapowiadały wielki sukces Polaka. „Andrzej Rżany rozpoczyna walkę o medal. Trzeba przyznać, że od początku w osiągnięciu celu Rżanemu sprzyja szczęście, w Atenach wylosował bowiem bardzo szczęśliwie.” – brzmiały nagłówki gazet.

    Sam sportowiec liczył na sukces. – “Doskonale zdaję sobie sprawę, że to mój ostatni start w igrzyskach. Marzę o medalu, którego później wymiernym przełożeniem będzie olimpijska emerytura. To ważne zabezpieczenie dla sportowca, bowiem kariera kiedyś się skończy, a później też trzeba z czegoś żyć” – powiedział 31-letni Andrzej Rżany.

    Co się stało podczas walki?

    Otóż pan Rżany stanął do pojedynku z bokserem z Azerbejdżanu, a stawką tego pojedynku był olimpijski medal, co najmniej koloru brązowego. Trochę obawiano się przed walką sędziowania, w końcu jakimś tam wielkim bokserskim szefem również był Azer, ale na szczęście żadnych poważniejszych przekrętów nie zanotowano. A to, że Polak walił przeciwnika z całej siły, a Azer Polaka ledwo trącał za co dostawali te same punkty, to już nie wina sędziowania tylko złego sposobu podliczania punktów. No, ale nie było tak źle skoro przed ostatnią rundą Polak wygrywał jednym punktem. No i zostały ostatnie dwie minuty walki. Przebieg tej rundy był podobny do trzech poprzednich z tą małą różnicą, że Azerowi udało się wyjść na dwupunktowe prowadzenie. Rżany jednak o tym pojęcia nie miał. Nieświadom wyniku nie spieszył się do oddawania Azerowi. Biegał koło niego, podskakiwał, klinczował, markował walkę. Udało mu się jednak dogonić na jeden punkt. Niestety nieubłaganie zbliżał się koniec walki, ale pan Rżany nie zmieniał nic w swoim boksowaniu starając się unikać Azera.

    Gdy rozbrzmiał gong kończący starcie Polak wyrzucił ręce do góry w geście zwycięstwa i zaczął biegać po ringu kłaniając się w tę i z powrotem. Przeszło mu, gdy usłyszał werdykt 23:24. Wtedy z ust Rżanego wypłynęło znane słowo na “k”. Zagadką pozostaje to, dlaczego nikt nie raczył poinformować Rżanego o wyniku walki w czasie jej trwania co by chłopak odrobił stratę. Cóż, pozostaje słodkie tłumaczenie trenera kadry, który poinformował, że wynik znał będący koło ringu inny polski bokser Andrej Liczik, ale nic nie mówił bowiem zajęty był nagrywaniem walki na kamerę. Zresztą nawet gdyby się odezwał to Rżany na pewno by go nie usłyszał, bo Liczik ma… piskliwy głosik. Rżany będzie miał przynajmniej ładną pamiątkę z tego pojedynku, dzięki filmowi nakręconemu przez Liczika.

    Cóż, Rżanemu pozostaje cieszyć się z tego, że chcąc czy nie chcąc i tak przeszedł do historii polskiego sportu…

Komentarze

ja jestm ciekaw czy mial bys odwage powiedziec to Rzanemu w twarz :))))
irek @ Środa, 13 Styczeń 2010 (09:57)
piszesz o czyms a nic na ten temat nie wiesz on mial informacje z naroznika ze wygrywa a nie jak piszesz"myslal" tak ze proponuje najpierw sie czegos dowiedziec a nie powielac "madre" artykuly
baska @ Czwartek, 05 Listopad 2009 (09:31)
Andrzej Rżany z Dębicy
Jurek @ Wtorek, 15 Wrzesień 2009 (16:49)
 
 

Obserwuj radio sportowe TokSport na:

Partnerzy Radia TokSport: