Pechowcy z Aten: Marcin Horbacz : Blogi - Radio TokSport
Operacja wykonana poprawnie.

Damian Suchan : Blog

 

  • Pechowcy z Aten: Marcin Horbacz

    dodano: Poniedziałek, 26 Październik 2009 (08:05)
    Wielkiego pecha w czasie Igrzysk Olimpijskich w Atenach miał Marcin Horbacz. Medalu pozbawił go koń. Zwykły, nieznany nikomu koń. Nieznany do sierpnia 2004 roku, ponieważ po igrzyskach jest on jednym z najbardziej znanych koni w Polsce. To właśnie ten koń nie chciał medalu.

    W pięcioboju nowoczesnym startowało dwóch Polaków. Nikt na nich specjalnie nie liczył, ale serca polskich kibiców zaczęły bić mocniej, gdy po trzech konkurencjach Marcin Horbacz zajmował znakomite drugie miejsce. A, że biegaczem był dobrym to wszystko zależało od czwartej konkurencji jaką były skoki przez przeszkody. Konkurencja dość loteryjna i chyba każdy wiedział, jak się to wszystko skończy, biorąc pod uwagę to, co działo się dla Polaków niedobrego od początku igrzysk. No, ale ktoś w końcu musiał pokonać ten polski pech i może miał to być Marcin Horbacz, który do swojego przejazdu wylosował konia o nazwie Alexis II.

    Polak wyjechał na parkur, ruszył i... przeskoczył dwie pierwsze przeszkody. Uff... Uff? A skąd! Chwilę potem koń odmówił przeskoczenia przez przeszkodę. Karne punkty. Kolejna próba. Fiasko. Karne punkty. Ominięcie przeszkody i jazda dalej. Karne punkty. Następna przeszkoda, koń odmawia skakania. Karne punkty. Karne punkty, karne punkty, karne punkty... Przekroczenie limitu czasu. Karne punkty. Nie pozostało Polakowi nic innego jak tylko zrezygnować z przejazdu. Poklepał jeszcze czule konia, dla którego był to koniec w zawodach, bo choć został wylosowany do drugiego przejazdu to potencjalny jeździeć wolał go wymienić na konia rezerwowego. A Polak? Cóż. Ruszył na trasę biegu, gdy reszta przeciwników była w już w połowie dystansu.

    Po czwartej konkurencji Horbacz spadł na ostatnie, 32. miejsce. Nie dał rady odrobić strat w biegu. 30. miejsce zajął drugi Polak, Andrzej Stefanek (32 l.). Horbacz nie był jednak załamany.

    - Nie jestem, bo wiem, że byłem dobrze przygotowany - powiedział. - Ale jazda konna to zawsze loteria. Ten koń wyłamywał mi na wszystkich przeszkodach, gdy jechał pod słońce. Po moim przejeździe natychmiast wymieniono go na rezerwowego. Trenuję pięciobój od piętnastu lat i nie pierwszy raz takie rzeczy widzę. A miałem szansę na medal. Nawet złoty.

    To może zawodnicy powinni przyjeżdżać na zawody ze swoimi końmi?

    - Dobry pomysł - przyznał Horbacz. - Ale to wiążę się ze zbyt dużymi kosztami.

    Dziś Horbacza najczęściej pokazują w rankingach najśmiesniejszych obrazków z Igrzysk w Atenach.

    - Spisywał się świetnie - przyznał trener Stanisław Pytel. - Gdyby miał dwie, trzy zrzutki w jeździe konnej, zdobyłby medal.

    Cztery lata później, przed Igrzyskami w Pekinie Marcin Horbacz mówił: - Mam nadzieję, że wyczerpałem limit pecha. Podobnie jak przed grecką olimpiadą kwalifikację zdobyłem już rok wcześniej, także miałem czas przygotować się psychicznie, a fizycznie już nie wspominając. W Atenach tylko nieszczęście sprawiło, że nie stanąłem na podium

    W Pekinie Polakowi koń nie przeszkodził, a nawet... wręcz pomógł. Przed tą konkurencją zawodnik z Drzonkowa zajmował dopiero 16. miejsce, a dzięki niezłej jeździe – a może bardziej fatalnym występom rywali – awansował na dziewiątą pozycję. W ostatniej konkurencji – biegu – poszło mu gorzej i ostatecznie zajął 13. (pechowe?) miejsce.

    To już koniec serii "Pechowcy z Aten", na szczęście limit pecha na tą imprezę został wykorzystany. Ruszam w poszukiwaniu innych imprez z naszymi rodakami, gdzie wynik mógłby być zupełnie inny.

Komentarze

 
 

Obserwuj radio sportowe TokSport na:

Partnerzy Radia TokSport: