Liga Mistrzów: Skra "do zera" z Roselare
dodano: Czwartek, 17 Grudzień 2009 (21:53)
Byłem na tym meczu. Atmosfera wspaniała, nie jestem w stanie określić ilu widzów zasiadło wczoraj na trybunach łódzkiej Atlas Areny (do której mam 20 minut drogi spacerkiem). Marek Magiera - spiker - powtarzał, ze 12 000, według mnie najwyżej 11 000, zaś CEV podaje, że 11130, ale to mało istotne, bo i tak fani Skry dopingowali bardzo gorąco siatkarzy. Myślałem o tym, żeby napisać krótką relację, zatem spróbuję, ale trudno było mi się skupić na meczu, bo także brałem udział w kibicowaniu...
Pierwszy fragment pierwszego seta upłynął pod znakiem dość dużej ilości (bo aż 6) zagrywek "po taśmie" z obu stron i punkcie zdobytym przez... libero Skry - Piotra Gacka. Skra kontrolowała całą partię, choć na moment straciła prowadzenie (12:13), to odrobiła straty i wygrała 25:21.
Na początku drugiej odsłony spotkania fantastyczną serię zagrywek miał Stephan Antiga i udało się polskiej drużynie odskoczyć nawet na 7 punktów. Później - znów serią - z serwów puknty zdobywali goście. Bełchatowian "bombardował" zawodnik, który bardzo mi zaimponował - Matthijs Verhanneman i belgowie doprowadzili do stanu 22:20 dla gospodarzy, lecz udało się zrobić przejście i pokonać Knack Ranstad do 22.
Bardzo często eksperci siatkarscy powtarzają, że "gdy prowadzi się 2:0 w meczu, to najtrudniej wygrać trzeciego seta". Niestety, nie inaczej było tym razem i wydawało się, że to drużyna przyjezdnych wygra tą partię, bo nie szło już tak dobrze bełchatowianom, często doprowadzali do remisu, ale na pierwszej przerwie technicznej było 7:8, dla Roselare. Później, belgowie odskoczyki na 2 punkty Skrze i ciągnęło się tak az do momentu, gdy goście prowadzili 23:21. Wówczas doszło do remisu po 23, ale to wcale nie zmierzało do końca! Siatkarze obu zespołów grali punkt za punkt, kibice stali i śpiewali ciąglętę samą melodię i tak ciągnał się ten trzeci set... W końcu na trybunach zmieniono repertuar na: "ostatni, ostatni", 32:31 dla Skry, ale Knack wyrównuje, 33:32 prowadzili gospodarze i udało się spełnić prośby kibiców, to była ostatnia akcja, w której Frank Depstele, chciał rozegrać przechodzącą piłkę i... przełożył ręke na sronę Skry i 34:32 wygrali gospodarze, a w całym meczu - rzecz jasna - 3:0.
Ogólnie w tym spotkaniu widać było różnicę klas zespołów, ale fajnie, że belgowie potrafili wykorzystać błędy rywali i pokazali, że potrafią grać w siatkówkę. Jednak Skra to ograny i doświadczony zespół, który jeśli nie szło w ataku, punkt zdobył blokiem (w całym meczu udało się to 13 razy) i to zadecydowało moim zdaniem o zywcięstwie. Po bełchatowskiej stronie siatki trudno mi wyróżnić kogoś, bo wszyscy grali świetnie. W drużynie Knack Roselare podobali mi się wspomniany wcześniej Matthijs Verhanneman (21 pkt) i Hendrik Tuerlinckx, coć ten drugi dość często mylił się przy zagrywce. Ten pierwszy natomiast miał dobre zagrywki i konczył dużo piłek. jednak kilku zawodników nie wygra meczu i świadczy o tym postawa gospodarzy.
Podsumujmy zatem:
PGE SKRA Bełchatów - KNACK RANSTAD Roselare 3:0 (25:21; 25:22; 34:32)
i polska drużyna prowadzi w tabeli grupy D Ligi Mistrzów.
Komentarze