EURO 2010: Orły Wenty w drugiej fazie
dodano: Sobota, 23 Styczeń 2010 (22:46)
Piłkę ręczną, jeśli oglądam to tylko męską reprezentację. "Przekonałem się" do nich podczas fazy grupowej MŚ w 2007 roku. Nie patrzę na ligę, czy reprezentację kobiecą, bo ta drużyna mnie urzekła.
Śledzę każdą imprezę, na której pojawią się nasi szczypiorniści. Zatem nieinaczej jest teraz podczas Mistrzostw Europy w Austrii.
Każdy z meczów grupowych miał (oprócz oczywiście Sławka Szmala) innych bohaterów. Z Niemcami za takiego można uznać Karola Bieleckiego (ach, te jego rzuty z linii przerywanej...), przeciwko Szwecji najlepiej się zaprezentowali Michał Jurecki i debiutant Tomasz Rosiński. Trafiali w tych najbardziej odpowiednich momentach. Ze Słowenią wyróżnił się Krzysztof Lijewski. Brał na siebie ciężar zdobywania bramek, a jeśli nie miał do tego dobrej pozycji, umiał dobrze podać partnerowi.
Sławomira Szmala wychwalamy wszyscy, więc nie mam się co rozpisywać. Mam wrażenie, że pokazuje, że zasłużył na jedno z dziesięciu pierwszych miejsc w plebiscycie "PS". Po prostu tak trzymać, panie Sławku!
Pierwszego meczu naszych w grupie C obawiałem się najbardziej. Z Niemcami ciągle mieliśmy pecha w poprzednich latach, zatem teraz mogło być tak samo. Najpierw punkt za punkt, a następnie dzięki obronom Sławomira Szmala przewaga Polaków dowieziona do końca meczu, choć z sześciu bramek przewagi poźniej zrobiły się dwie, lecz to wystarczyło na Niemców. Wygraliśmy 27:25.
Dzień później grało się (o dziwo) trudniej przeciwko Szwedom. Po wyrównanym początku, rywale nam odskoczyli na 4 gole. Póżniej się "zacięli" i było 8:8, a pierwsze prowadzenie w grze zapewniło naszym trafienie Tomasza Tłuczyńskiego. W międzyczasie kilka groźnych rzutów Szwedów obronił Sławomir "Kasa" Szmal. Potem to Polska prowadziła 21:17, ale niczym "Orły" Wenty w pierwszej połowie, w drugiej to drużyna trzech koron doprowadziła do remisu. W końcówce, "zadziałali" wspomniani wcześniej bohaterowie tego spotkania, pomógł genialnymi interwencjami Szmal i pokonaliśmy Szwedów 27:24.
Po dniu przerwy, w piątek doszło do meczu na szczycie grupy pomiędzy biało-czerwonymi, a reprezentacją Słowenii. Było jasne że jeden z faworytów (Niemcy, Szwecja) musiał odpaść. Mecz ze Słoweńcami był naprawdę dla naszych męczący i na swój sposób uciążliwy. Rywale dobrze rozpracowali naszą drużynę i błyskawicznie odpowiadali na trafienia Polaków. Co mógł, robił w bramce "Kasa", ale nawet on nie nadążał za tempem akcji przeciwników. I tak bardzo wyrównany mecz był aż do ostatnich 5 minut. Wówczas niestety Słowenia zrobiła przewagę 4 punktów i już zacząłem się godzić z porażką. Znów niemożliwe rzuty bronił Szmal, a graliśmy w przewadze i pomalutku odrabialiśmy. Do końca. I udało się doprowadzić do stanu 30:30. Ostatnią akcję Słoweńców udało nam się obronić, choć już mi ciśnienie skoczyło, kiedy piłka poszła do ich obrotowego, a Polacy sfaulowali. Na szczęście arbiter podyktował rzut wolny (po czasie - więc musieli rzucać Słoweńcy) a nasz mur nie dopuścił do straty gola. Koniec. Jest remis. Tak ciężko wywalczony. BRAWO!
Tabela grupy C:
lp. drużyna bramki pkt.
1. Polska 84:79 5
2. Słowenia 91:89 4
3. Niemcy 89:90 3
4. Szwecja 78:84 0 - i żegna się z turniejem!
W fazie zasadniczej podejmiemy Hiszpanię (24.01), Czechy (26.01) i Francję (28.01)
Komentarze
ks_jerry @ Niedziela, 24 Styczeń 2010 (16:47)