IO Vancouver 2010: Moje odczucia
dodano: Sobota, 06 Marzec 2010 (20:15)
To były moje 8. w życiu Igrzyska Olimpijskie, w tym piąte, które świadomie śledziłem na bieżąco (liczę letnie i zimowe). Zawsze podczas czołówki telewizyjnej przechodziły mi ciarki po plecach, w czasie ceremonii otwarcia czułem olbrzymią radość, a w trakcie ceremonii zamknięcia nie mogłem powstrzymywać łez. A ile razy zdarzyło mi się nie spać w nocy po to, aby śledzić olimpijskie zmagania...
Tak jest nadal. Ciągle zaczynam się przyzwyczajać, że codziennie są rozgrywane przeróżne konkurencje, a potem zaczyna to zlatywać jakby trwało zaledwie kilkadziesiąt godzin i... zostaje pustka i myśl, że "kolejne igrzyska dopiero za 2 lata, a zimowe/letnie za 4... Co ja będę robił przez ten czas?!"
No ale koniec z (pięknymi) wspomnieniami. Te Igrzyska niemal idealnie wkomponowały się w moje ferie. Mogłem spokojnie w ciągu dnia iść na stok, pozjeżdżać na nartach i potem wrócić do miejsca zakwaterowania i oglądać do 1:00 Igrzyska. Gdybym nigdzie nie wyjechał, pewnie przestawiłbym się na czas kanadyjski i bez przerwy patrzył na Vancouver 2010...
Ceremonia otwarcia i zamknięcia były oczywiście nietypowe (w hali), wszystko zrobione pomysłowo, aż w końcu, doszedłem do wniosku, że jeśli ma się coś na płycie hali pojawić, to wyjedzie z dołu. Dużo było efektów z tymi zapadniami. Ale znicza się kompletnie nie spodziewałem. Od pewnego czasu zaczynam dochodzić do wniosku, że z każdymi igrzyskami znicz coraz mniej przypomina znicz. Ale ważne, żeby był tam ogień i tyle.
Jeszcze z organizacyjnej strony: Pomimo wielu wpadek organizatorów, te Igrzyska można zaliczyć jako dobry przykład definicji igrzysk. Wśród mieszkańców zapanował olimpijski nastrój, podobno byli uprzejmi dla przyjeżdżających turystów i w ogóle żyli tą imprezą. Zauważyłem jeszcze jeden plus. Mianowicie, że te konkurencje, z którymi gospodarze nie wypatrywali większych medalowych szans rozgrywano rano ich czasu tak, żeby kibice w Europie mogli o w miare normalne porze je obejrzeć, np. Narciarstwo Klasyczne, Biathlon...
Teraz o polakach. Justyna Kowalczyk zgodnie z oczekiwaniami (pięknie się uśmiechała i ma wszystkie kolory medali), ale gdyby nie ta Bjoergen... .
Co do Adama Małysza, to szczerze, myślałem, że będzie ciężej o te medale. Szczególnie spodziewałem się więcej po Austriakach.
Gratuluję panczenistkom brązu, choć mogłoby być lepiej, gdyby pół okrążenia wcześniej zacząć ten finisz... Ale prawie nikt na nie nie stawiał a i tak jest medal.
Teraz odrobina biathlonu. Tomek Sikora praktycznie przez cały okres przedolimpijski nie startował tak dobrze, żeby liczyć na medal. Ciągle czegoś brakowało. Życzę mu tylko, aby dotrwał do Soczi. Agnieszka Cyl i Weronika Nowakowska znakomicie, ale damska sztafeta już nie tak dobrze...
Agnieszka Gąsiennica-Daniel też pojechała przyzwoicie w Supergigancie i Superkombinacji.
Kamil Stoch - niestety i stety jak zwykle gdzieś w dziesiątce. Mówię tak dlatego, że jeśli ma być następcą Małysza, to wciąż mu trochę brakuje, a ma już 22 lata.
Pozostałym sportowcom - według idei, że "liczy się udział, a nie medal" - gratuluję występu na tej imprezie.
Podsumowując, nasi sportowcy wyjeżdżają z Vancouver z 6 medalami. To dobry wynik, zważając na to, ile było szans. Najbardziej cieszą się kanadyjczycy, choć nie z tego, że wygrali klasyfikację medalową, tylko że mają złoto w hokeju mężczyzn. Żyli tą imprezą. I taka była idea Pierra de Coubertaina.
Zastanawiałem się nad tym, które polskie miasto mogłoby organizować Zimowe Igrzyska Olimpijskie i... bez zaskoczenia. Oczywiście byłby to Kraków i Zakopane.
Cóż... czekać do... ????
Komentarze