GP: Australii: Genialny start Roberta i nerwy do końca wyścigu
dodano: Sobota, 03 Kwiecień 2010 (18:08)
Przed wyścigiem liczyłem na to, że Robertowi w końcu uda się ukończyć Grand Prix Australii na punktowanym miejscu. No i się doczekałem... :)
Start Kubicy (z 9. pola) wyglądał, jakby jedyny w stawce kierowców miał jeszcze KERS. Po prostu "łyknął" pięciu rywali i był 4. Miał trochę szczęścia przy kolizji Schumachera i Alonso, że Ferrari w niego nie uderzyło, a niewiele brakowało. Potem pojawił się samochód bezpieczeństwa, a wspomniana dwójka po kolizji, podróżowała na końcu stawki. Sebastian Vettel obronił pole position, a za nim jechał Jenson Button.
Vitaliy Petrov wyleciał z wyscigu na dziesiątym okrążeniu. "W takim razie, życzę mu ukończenia choć jednego wyścigu w tym sezonie..."
Po postoju w boksach, Robert zaczął odrabiać straty do trzeciego Marka Webbera i gdy Australijczyk zjechał zmienić opony, Polak przedarł się na trzecie miejsce. "Aby tylko dojechał do mety, fajnie gdyby był na podium, ale ROBERT DOJEDŹ!!!" - myślałem. Lewis Hamilton, który startował z 11 pozycji, jechał jak szalony i doganiał kolejnych kierowców
Na 26. okrążeniu ni z tego, ni z owego z toru wypadł lider Vettel. "Może Buttonowi też się coś stanie?"
Kilka kółek później, Hamilton był już widoczny w mikroskopijnych lusterkach w samochodzie z numerem 11 (R.K.). Naciskał na niego strasznie, ale nasz kierowca świetnie się bronił. "On to jednak umie panować nad autem".
Na 17 okrążeń przed metą prowadzący mistrz świata był daleko przed Kubicą, a dojeżdżali do niego Massa i Alonso. Ponieważ kierowca Renault miał już dość zużyte opony ciągle powtarzałem: "Robert, zjedź i zmień te opony! Pozbędziesz się Ferrari, które i tak też będą musieli zjechać!". I te właśnie 17 kółek obserwowałem z ogromnym zdenerwowaniem. Później jeszcze za Alonso pojawili się Lewis Hamilton i Mark Webber. "Zaraz zaczną kolejno go wyprzedzać! I znowu nici z podium. Zjedzie czy nie zjedzie?!" Wydaje mi się, że od 41. rundy na torze Robert już tylko patrzył w lusterka i uciekał goniącej go czwórce.
Ulżyło mi pod sam koniec wyścigu, na 6-8 okrążeń przed metą, różnica między Kubicą a goniącym go peletonem zwiększała się, a na 56. kółku Webber i Hamilton się zderzyli, Robert uciekł massie na ponad sekundę i już było trochę spokoju, ale nadal chciałem krzyknąć do Roberta: "Uważaj, aby nie było tak, jak rok temu!!"
I udało się dojechać na tym drugim miejscu. Wygrał Jenson Button drugi raz z rzędu w Australii, a za kierowcą Renault Massa, Alonso, Rosberg, Hamilton i inni.
Chciałem więcej emocji - doczekałem się. Teraz do Wielkanocnego śniadania Grand Prix Malezji. Po najlepszych w tym sezonie kwalifikacjach Roberta Kubicy... nieważne... Nie chcę zapeszać. Życzę powodzenia :)
Komentarze