Finał Ligi Europa - moja analiza
dodano: Wtorek, 11 Maj 2010 (16:16)
Znów nie udało mi się trafić w zakładach z kolegami, kto będzie w finale. Obstawiłem Liverpool i Hamburg...
Zacznę od Fulham, bo to jest naprawdę ewenement. Ich największy sukces to... zdobycie Pucharu Intertoto... Stadion mają stary, piłkarzy nierewelacyjnych, a i tak odnoszą sukces, z którego w Polsce cieszonoby się przez 2 lata. Ich piłkarze to 5 graczy w "szczytowym wieku", pozostali to albo bardzo młodzi i pokaźna grupa facetów z dużym bagażem doświadczenia. Okazuje się jednak, że "stare jest jare". Przecież Mark Schwarzer to gwiazda australijskich bramkarzy, Danny Murphy to niegdyś podstawowy pomocnik Liverpoolu, a Damien Duff ma za sobą całkiem niezłą przeszłość w Chelsea.
Trenera Roya Hodgsona nie znałem raczej, więc spojrzałem w Wikipedię i okazało się, że raczej nie powinienem go znać, bo odkąd się interesuję futbolem, to pracował w Emiratach Arabskich i w Skandynawii. Widać, że umie wybierać w tym, co ma. Pierwsze spotkanie z Hamburgiem na wyjeździe zagrał jak Inter rewanż z Barceloną. Co tu dużo pisać... W rewanżu zagrali lepiej. Ale tylko 2. połowę. To wystarczyło, żeby pokonać HSV. Byłem zaskoczony, jak zobaczyłem końcowy rezultat
Mają jednak duże problemy. Wczoraj pojawiła się informacja, że bardzo trudno będzie im się dostać na Arenę Hamburg. Podobno to aż 900 kilometrów! Mają jechać autokarem! Wiele czasu nie mają - w chwili pisania zostało niecałe 30 godzin. Ja im współczuję!
Poza tym nie zagra z powodu kontuzji sześciu podstawowych graczy. To chyba za duża strata dla Fulham, dlatego trener Hodgson poprosił UEFA o przełożenie meczu. Jak narazie, nie wiadomo z jakim skutkiem.
Atletico Madryt wydaje się być faworytem, ale... wiele razy mówiono o faworytach - rywalach FFC.
Myślę o słowach, które powtarzałem, kiedy to oni, a nie APOEL Nikozja weszli z trzeciego miejsca w grupie D Ligi Mistrzów. "To Cypryjczycy powinni grać w LE!"
Meczami w Lidze Europy udowodnili, że oni zasłużenie wystepują w tych rozgrywkach. Wiadomo było, że dyskomfortem będzie dla nich rewanż na Anfield Road i dlatego to u siebie musieli wywalczyć korzystny rezultat. Wyszło dosyć kruche (ale decydujące o awansie!) 1:0 po golu Diego Forlana. W drugim spotkaniu właściwie nie pokazywali się na boisku, ale zachowali więcej sił. Gdy Liverpoolczycy strzelili drugą bramkę, uznali, że to już koniec gry. A tu niespodzianka! Choć wiedzieli, że jedna bramka może zmienić ich sytuację o 180 stopni, to starali się grać na czas, aby nie zmęczyć się bardziej. Okazało się, że lokalni rywale Realu mieli więcej energii i w 102. minucie znów Diego Forlan pokonał Pepe Reinę i odwrócił losy awansu.
Gol im się w tym meczu należał. Za postawę w dogrywce. Jednakże patrząc przez pryzmat dwumeczu, to The Reds zasłużyli na awans. Tak się jednak nie stało.
Personalnie wygrywają z Anglikami. Mają kilku młodych, lecz bardzo utalentowanych piłkarzy. Jeżeli dodamy do tego kroplę doświadczenia w postaci Ujfalusiego i Simao, to powstaje znakomity zespół, na miarę Ligi EUROPA. Na Champions League są za słabi.
Sergio Aguero przyznaje, że ten finał będzie dla niego najważniejszym meczem w życiu. To tylko potwierdza fakt, że Igrzyska Olimpijskie nie są najważniejszym wydarzeniem w piłce nożnej.
Tak więc na Hamburg Arena 12 maja będzie ciekawie. Czy będziemy świadkami niespodzianki? Już z niecierpliwością odliczam godziny do pierwszego gwizdka pana Nicoli Rizzollego i oczekuję wielkich emocji!
Zamierzam skomentować skrót z tego spotkania, ale nie wiem, czy uzyskam zgodę autora na skomentowanie i umieszczenie w internecie oraz nie wiem czy znajdę czas, więc to jeszcze nic pewnego...
Komentarze