Świeniewicz płakała, mnie zamurowało
dodano: Czwartek, 06 Sierpień 2009 (00:22)
Zawsze twierdziłem, że jestem odporny na emocje, że potrafię wysłuchać nawet najsmutniejszych historii z kamienną twarzą. Tym razem też tak było - łezka z oka nie poleciała, włosów z głowy również nie rwałem, ale... Ale właśnie - człowiekowi zrobiło się tak po prostu, tak po ludzku smutno.
Świeniewicz z racji pełnienia funkcji kapitana na konferencji prasowej po meczu z Japonią zjawić się musiała. Musiała powiedzieć też parę słów o spotkaniu, co uczyniła bez mrugnięcia okiem.
Zgromadzonych dziennikarzy zastanowiło jednak, że Świeniewicz została do końca konferencji. Nie skorzystała z możliwości opuszczenia sali po zakończeniu części z kapitanami, tak jak robiła to dzień i dwa dni wcześniej.
Jerzy Matlak mecz podsumował w dwóch zdaniach. To też zdziwiło, bo polski selekcjoner gadać lubi. Ale on decyzję Doroty już znał, wiedział, że zaraz zawodniczka ogłosi to publicznie. Teraz nie dziwią więc jego słowa: "i na tym krótkim komentarzu poprzestanę, bo są ważniejsze sprawy...".
Świeniewicz nie wytrzymała presji internautów. Nie powiedziała tego wprost, ale słysząc o "brutalności ludzi pozostających anonimowymi" nietrudno było się tego domyślić. Świeniewicz płakała i mówiła, mówiła i płakała. Całość jest zresztą do wysłuchania w podcastach toksportu. To naprawdę wstrząsający materiał dźwiękowy.
Jako jeden z nielicznych miałem szansę patrzeć w tym momencie na Dorotę i słuchać jej słów. Czytała z kartki, łzy co chwilę spływały jej z oczu tak mocno, że chusteczki niewiele pomagaly. I teraz, po kilku dniach, już na spokojnie mogę powiedzieć - ten obrazek każdego chwyciłby za serce. I uwierzcie - nie macie mi czego zazdrościć.
Gdyby nie obowiązki dziennikarskie i świadomość, że nagrany materiał trzeba jak najszybciej wysłać do redakcji, agencji i radia, pewnie stałbym dalej w sali jak zamurowany. I abstrahując od tego, czy rozumiem decyzję Świeniewicz, czy ją popieram, jedno wiem na pewno - przykro patrzy się na zasłużonego sportowca, który w taki sposób kończy reprezentacyjną karierę.
Nigdy więcej czegoś podobnego.
Komentarze