Inna, lepsza Anna Rogowska
dodano: Wtorek, 11 Sierpień 2009 (23:59)
Rozmawiałem dzisiaj z Anią Rogowską. Była właśnie po ostatnim treningu technicznym przed mistrzostwami świata w LA w Berlinie, które zaczynają się w najbliższy weekend. - Było nerwowo na początku, trochę się wściekałam na siebie. Ale zmobilizowałam się i potem wszystko wychodziło mi, tak jak chciałam. Jestem zadowolona, to był dobry trening - powiedziała mi na gorąco.
Jeśli po kimś możemy spodziewać się medalu w Berlinie, to właśnie po Rogowskiej. OK, od czasu Aten i brązowego medalu nie miała naprawdę dużego sukcesu. Rok temu zawiodła w Pekinie, w klasyfikacji końcowej była daleko i generalnie nie było wiadomo, co dalej z jej karierą. Tyle że dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
- Byłem niepocieszona, załamana. Szybko jednak usiedliśmy z mężem, a zarazem trenerem Jackiem Torlińskim i powiedzieliśmy głośno co było złe, co musimy zmienić. Uważam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wykonana praca w ubiegłym roku się nie zmarnowała. Tamten wysiłek poświęciliśmy na to, żeby w tym roku dojść do najwyższej dyspozycji. I chyba nam się udało... - ostrożnie mówi Rogowska.
Rzeczywiście, tegoroczne wyniki pozwalają na optymizm. Tyczkarka z Gdyni postępy robiła stopniowo, ale progres formy był wyraźny. Ostatnio w Bydgoszczy zdobyła mistrzostwo Polski, skacząc na wysokość 4,80 m. To tylko 3 cm niżej od jej rekordu Polski! - I muszę przyznać, że mogłam skoczyć wyżej, że to nie był skok na maksimum moich możliwości. Ale spokojnie, jest jeszcze czas i miejsce na to, by w tym roku pobić rekord życiowy. Oczywiście wierzę, że stanie się to w Berlinie. Jest jeden warunek - warunki atmosferyczne. Musi być słońce i sprzyjający wiatr - tłumaczy.
A do tego w Londynie Rogowska pokonała przecież Jelenę Isinbajewą. Medalistka z Aten nie podpala się jednak tym zwycięstwem. - Kobieta, która potrafi skoczyć na wysokość 5,05 m., w Anglii pokonała poprzeczkę podwieszoną na 4,68 m. To przecież nie jest normalne, to był przypadek, który nie powtórzy się w Berlinie. Ja zresztą w Londynie skoczyłam tyle samo, ale udało mi się we wcześniejszej próbie. I przecież nie był to dobry rezultat, stać mnie było na dużo więcej - wspomina.
Jednak Isinbajewa nie dość, że bez formy, to jeszcze ostatnio narzekała na kontuzję kolana. W dodatku z powodu urazów, z występu w Berlinie musiały zrezygnować Fieofanowa i Stuczynski. To wszystko działa na korzyść Rogowskiej. Polka ma szansę nawet na złoty medal, wydaje się, że tym razem dużo wyższe niż Monika Pyrek. Gdyby go zdobyła, byłby to największy sukces tyczkarki z Gdyni w karierze. - Ania z Aten, a Ania dzisiaj to zupełnie inne zawodniczki. Ta dzisiejsza jest dużo lepsza. Jestem szybsza na rozbiegu, lepiej skaczę technicznie, a bagaż doświadczeń też robi swoje. Pod względem przygotowania do sezonu nie mam sobie nic do zarzucenia. Jestem przygotowana optymalnie - zapewnia.
Kwalifikacje do skoku o tyczce kobiet w sobotę o 19. Konkurs finałowy w poniedziałek o 18:45.
Więcej wpisów autora na blogu: tomaszporebski.blox.pl.
Komentarze
Tomasz Porębski @ Środa, 12 Sierpień 2009 (10:15)
happymen @ Środa, 12 Sierpień 2009 (01:46)