Pechowcy z Aten: Wioślarze
dodano: Piątek, 14 Sierpień 2009 (14:35)
Żeby docenić wartość setnej sekundy, zapytaj sportowca, który na olimpiadzie zdobył srebrny medal” – oto treść słynnego aforyzmu. Jednak sportowiec, który zdobył srebrny medal przegrywając z kimś o setne sekundy, nie jest jeszcze w najgorszej sytuacji – w końcu bądź co bądź srebrny medal, zwłaszcza jeżeli jest to w dodatku medal olimpijski, nie jest wielką tragedią. Co mają powiedzieć ci, którzy przegrali o ułamki sekundy, zdobywając najgorsze dla sportowca czwarte miejsce?
Czym jest 0,07 sekundy? Jedną chwilką. Jest to czas potrzebny na jedno szybkie mrugnięcie. Tyle czasu właśnie wystarczyło, aby nasi wioślarze – Adam Korol, Sławomir Kruszkowski, Marek Kolbowicz i Adam Bronikowski, pożegnali się z brązowym medalem olimpijskim podczas igrzysk w Atenach w 2004 roku.
„Dwa dni – 21 i 22 sierpnia 2004 roku – mogą przejść do historii polskiego wioślarstwa” – można było przeczytać na łamach gazet kilka dni przed rozpoczęciem wyścigu. Według trenera polskiej czwórki podwójnej – Aleksandra Wojciechowskiego, najgroźniejszą konkurencją mieli być wicemistrzowie świata Czesi oraz Rosjanie. A mistrzowie świata Niemcy? – Oni zawsze mogą czymś zaskoczyć. O zawodnikach z innych państw nikt nie mówił. Trener zapytany o taktykę odpowiedział: Taktyka na finał? Przejechać cały dystans równo i szybko. No i trzeba czujnie pilnować przeciwnika, w odpowiednim miejscu atakować i odpowiadać na ataki.
Polska czwórka podwójna w stolicy Grecji pływała znakomicie. W eliminacjach mieli drugi czas (za Czechami, którzy wygrali inny bieg), w półfinale byli najszybsi, wyprzedzając na finiszu mistrzów świata Niemców. W finale ustawieni byli na trzecim torze, po swojej prawej stronie mieli Czechów, po lewej Rosjan.
Po starcie Polacy byli na czwartej pozycji, za Niemcami, Czechami i Rosjanami. W pewnej chwili jednak Niemcy zaczęli słabnąć, co spowodowało przesunięcie się Polaków na trzecią pozycję. Po 1500 m. byli nawet drudzy, zaraz po Rosjanach, jednak Czesi szybko odrobili straty. Polacy i tak się cieszyli. Wpływali na linię mety. Wiedzieli że mają już brązowy medal olimpijski. Ich łódź była już w fazie hamującej. I wtedy po prawej stronie, na skrajnym torze, niesamowicie zaczęli przyspieszać zawodnicy Ukrainy. Polacy tuż za metą ponownie pociągnęli mocno wiosłami, znowu nabrali szybkości. Za późno, bo Ukraińcy “na szybkości” byli nieco wcześniej. Gdyby meta była trzy metry dalej, obroniliby brąz. A tak zabrakło 0,07 sekundy. Zabrakło zaledwie 20 cm.
Aleksander Wojciechowski (trener czwórki podwójnej)
- Trudno szukać winnego. Chłopacy pojechali, chcieli walczyć o wszystko, trochę było za mało kontaktu z Ukrainą. Szkoda chłopaków, ciężko pracowali. O siedem setnych sekundy są rozżaleni. Były duże nadzieje, teraz duże rozżalenie. Każdy będzie inaczej znosił tę porażkę. Wilka zawsze będzie ciągnęło do lasu, może nie wszyscy zdecydują się na dalsze wiosłowanie, bo trzeba przecież myśleć o zabezpieczeniu życia.
Jednak 4 lata później pech opuścił polskich wioślarzy. Podopieczni Aleksandra Wojciechowskiego – Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski, zdobyli na olimpiadzie w Pekinie złoty medal.
- Tegoroczne sukcesy zrekompensowały szok i rozgoryczenie jakie miały miejsce w igrzyskach w Atenach – powiedział PAP Aleksander Wojciechowski. – Liczyliśmy wówczas na medal w czwórce podwójnej. Skończyło się czwartym miejscem.
Komentarze