Sportowe Grunwaldy: Tomasz Majewski : Blogi - Radio TokSport
Operacja wykonana poprawnie.

Damian Suchan : Blog

 

  • Sportowe Grunwaldy: Tomasz Majewski

    dodano: Sobota, 15 Sierpień 2009 (22:58)
    Urodzony 30 sierpnia 1981r. Zaczął uprawiać pchnięcie kulą w wieku 15 lat. Przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie jego największymi sukcesami były: brązowy medal halowych mistrzostw świata w Walencji (2008) i 4 miejsce w Halowych Mistrzostwach Świata w Budapeszcie (2004) – najlepsze z całej polskiej reprezentacji, złoty medal Uniwersjady w Izmirze (2005) i 5 miejsce podczas Mistrzostw Świata w Osace (2007).

    Tomasz Majewski to 6-krotny mistrz Polski (2002-2005, 2007-2008) i 5-krotny halowy mistrz Polski (2004-2006, 2008-2009).

    Brał udział w olimpiadzie w Atenach 2004 r. – 18 miejsce. Podcza Igrzysk w Pekinie 2008 zdobył złoty medal. W Pekinie wygrał eliminacje z rekordami życiowymi (21.04 m), następnie finał igrzysk (21.51 m) i zdobył drugi dla Polski złoty medal olimpijski w pchnięciu kulą po Władysławie Komarze. Był to 60 złoty medal w historii polskich olimpijczyków.

    Triumfował także w kończącym sezon 2008 Światowym Finale Lekkoatletycznym. 27 lutego 2009 wygrał mityng w niemieckim Chemnitz ustanawiając nowy halowy rekord Polski – 21,10 m. Zdecydował się wówczas na start w HME w Turynie. Występ w hali Oval Lingotto zakończył się triumfem Majewskiego, który pokonał kolejnego zawodnika o prawie 42 cm.

    Trening Mistrza

    Sześć przysiadów ze sztangą 200 kg, jeden przysiad ze sztangą 265 kg, skoki z wysokości 110 cm ze sztangą 120 kilo – wylicza Olszewski. – I tak dwa razy dziennie, od listopada do maja. Trzeba orać – mówi zawodnik AZS AWF Warszawa.

    Daje to imponujące liczby: 30 ton ciężarów podnoszonych na trwających cztery godziny zajęciach, 2000 ton podnoszonych rocznie. Do tego 7000 pchnięć kulą i 300 kilometrów biegu w ciągu roku.

    Majewski o pchnięciu kulą

    - Często przeklinam się przed rzutem, że już cztery lata tak się cackam z tą dwudziestką jedynką – przyznaje zawodnik.

    - Powoli, przez długie lata nie mogłem pokonać granicy 21 metrów. Udało mi się dopiero na olimpiadzie w Pekinie. Dlatego na 22 metry też muszę trochę poczekać. Może nieco krócej, powiedzmy trzy lata, żeby padło na igrzyska w Londynie (śmiech).

    - Chciałbym wszystko szybko załatwić i mieć spokój. Hop siup i potem mogę już na luzie oglądać sobie resztę zawodów.

    Co przyjemnego jest w pchnięciu kulą?

    - Dla przeciętnego człowieka pewnie nic. Trudno mi wytłumaczyć tę fajność. Mało osób może tego spróbować, a jeszcze mniej czerpać z tego radość. Wyczuwam ciężar kuli tak dobrze, jak potrafię, rzucam i ona leci. Daleko. Im dalej, tym fajniejsze wrażenie. - Tak odpowiada na to pytanie nasz mistrz, Tomasz Majewski.

    Igrzyska Olimpijskie w Pekinie

    Przed igrzyskami Tomaszowi Majewskiemu nigdy nie udało się pchnąć kuli na odległość ponad 21 metrów. W konkursie olimpijskim Polak przekroczył tę granicę o ponad pół metra, znokautował rywali i zdobył pierwszy złoty medal dla Polski w Pekinie.

    Majewski zdobył złoty medal kilka dni przed 10 rocznicą śmierci Władysława Komara.

    - Ta moja brązowa bandanka dała mi szczęście. Znalazłem ją gdzieś trzy, cztery lata temu i pewnego dnia założyłem na zawody, żeby mi długie włosy nie spadały na oczy. I tylko raz ją zgubiłem. Mogłem wtedy pokonać w Warszawie Reese Hoffę, ale przegrałem o siedem centymetrów. Na szczęście ją odnalazłem – mówił w piątek najnormalniejszy kulomiot świata.

    - No bo pchnięcie kulą to jest sport dla normalnych ludzi. Żadnych idiotycznych wyrzeczeń. Można wypić piwko, można normalnie zjeść - mówi Majewski.

    Ale “normalny człowiek” jest określeniem nie w pełni trafnym do opisu mistrza olimpijskiego. Trzeba jeszcze dodać jego niezwykły, zadziwiający spokój w chwilach, w których ten spokój jest najbardziej potrzebny.

    - Podczas konkursu w ogóle się nie denerwowałem. Jakbym miał książkę, to bym sobie czytał. Byle ludzie nie hałasowali. Nawet dwie godziny przed finałem jeszcze sobie spałem. Musiałem odespać, bo wstałem dziś rano na eliminacje o wpół do piątej.

    Był w stanie rozbić konkurencję, używając starusieńkiej techniki – pchając kulę uślizgiem. Czyli dokładnie tak, jak pchał Komar ponad 36 lat temu w Monachium. Majewski, człowiek olbrzymi, nie ma innego wyjścia – gabaryty nie pozwalają zakręcić się jak fryga, tak jak robią to Amerykanie.

    Miejmy nadzieję, że przed Tomkiem jeszcze wiele wspaniałych konkursów i mnóstwo medali.

Komentarze

 
 

Obserwuj radio sportowe TokSport na:

Partnerzy Radia TokSport: